W trzeciej kolejce PLFA J-11 mierzyły się zespoły z grupy wschodniej oraz południowej. Białostoczanie rozpoczynali swoją przygodę z juniorskimi rozgrywkami przeciwko bardziej doświadczonemu rywalowi. Natomiast tyskie Sokoły chciały zmazać plamę po porażce z Panthers Wrocław.

Królewski pokaz siły
Tychy Falcons vs. Kraków Kings  

Rozegrany w Tychach mecz miał być pierwszym starciem o przynajmniej drugie miejsce w grupie południowej. Po słabym początku Sokołów i porażce z liderami grupy, Panthers Wrocław, ich głównym celem w starciu z krakowianami było odbudowanie swoich morale i udowodnienie, że chcą się liczyć w walce o fazę play-off. Kluczem do sukcesu miało być większe zgranie i unormowanie systemu zagrywek. Natomiast goście chcieli poprawić swoją grę biegową i wykluczyć błędy ze swojego pierwszego meczu z Wolverines Opole.

Od pierwszych akcji widać było, że młodzi adepci z Krakowa ciężko przepracowali tygodniową przerwę pomiędzy spotkaniami. W porównaniu do rywalizacji z Rosomakami, tym razem, dominowali niemal w każdym elemencie. Kluczem do zatrzymywania tyskiej ofensywy okazała się mocna presja na linię ofensywną, która nie potrafiła stworzyć komfortowych warunków do rozgrywania piłki Beniaminowi Stępniowi. Pomimo jego imponujących warunków fizycznych, sam nie był w stanie zdobywać kolejnych, pierwszych prób dla swojego zespołu. Tego problemu nie miał Mateusz Wiecheć. W porównaniu do pierwszego meczu dostał wsparcie ze strony swoich biegaczy, którzy tym razem nie bali się kontaktu z przeciwnikiem i z każdą kolejną piłką czuli się co raz pewniej na boisku (również dzięki skutecznym blokom ze strony kolegów z drużyny). To przełożyło się na trzy przyłożenia. Wpierw Bernarda Wiązani po 65-jardowej akcji powrotnej po odkopnięciu piłki w czwartej próbie rywala (pod koniec pierwszej połowy), a następnie Adama Pawelca oraz Mateusza Wiechecia. Pewności nie brakowało również skrzydłowym, szczególnie wymienionemu już Wiązani. Drużyna praktycznie nie miała słabego momentu w meczu. Jedynie w momencie, kiedy gospodarze zaczęli rozgrywać piłkę akcjami podaniowymi i z większą systematycznością zdobywali pierwsze próby, w głowach trenerów z Krakowa mógł pojawić się niepokój. Na ich szczęście obrona szybko potrafiła się zorganizować na tyle, aby nie dopuścić do straty punktów.

Sokołom skrzydła podcinały kary indywidualne, które często pozbawiały ich zdobyczy. W dalszym stopniu wciąż brakuje Tyszanom stabilizacji (szczególnie w linii ofensywnej), dobrych bloków ofensywnych, które otwierałyby miejsca na boisku do przesuwania piłki oraz jedności w drużynie. Z pewnością jest to mocno utalentowany zespół, który nadal potrzebuje oszlifowania. Wymaga to jednak dużej pracy na treningach i większej ilości rozegranych meczów. Królowie są za to na fali wznoszącej i widać efekty ich codziennej pracy. Jeśli z taką skutecznością będą poprawiać swoją grę, to wrocławianie mają czego się obawiać.

– Takie mecze bardzo cieszą. Chłopacy bardzo przyłożyli się do treningów w ostatnim tygodniu i widać efekty naszej pracy. O ile po pierwszym meczu wyliczałem elementy wymagające poprawy, tak teraz pozostaje nam utrzymać i ustabilizować formę. W trakcie meczu bałem się jedynie rozluźnienia po pierwszej połowie, kiedy prowadziliśmy 20:0, mając w głowie poprzednie spotkania. Tym razem zawodnicy do końca utrzymali koncentracje, dzięki czemu rozmiary naszego zwycięstwa powiększyły się. Falcons to bardzo dobra drużyna, ale tym razem byliśmy, po prostu lepsi i zagraliśmy niemal perfekcyjne zawody. Mimo wszystko, nie popadamy w samo zachwyt, a dalej pracujemy nad poprawieniem swojej gry. – mówi zadowolony Piotr Jarocki, trener główny Kraków Kings.

– Trener, jak i my musimy wyciągnąć wnioski na temat tego, co trzeba poprawić i w rewanżu możemy jeszcze zaskoczyć. Najważniejsze jest aby nie poddawać się i walczyć do końca. Zostały nam jeszcze dwa mecze i chcemy podejść do nich z jak największym zaangażowaniem, w jak najlepszej formie. Musimy jeszcze dopracować nasz system zagrywek, ale jestem dobrej myśli. Mamy bardzo dobry, młody skład, który trzeba szlifować i zdyscyplinować. Pamiętajmy, że gramy ze sobą zaledwie parę miesięcy, więc potrzebujemy więcej czasu na dojście do pełni formy. – tłumaczy Daniel Kulawiak, biegacz tyskiego zespołu.

Tychy Falcons – Kraków Kings 0:36 (0:6; 0:14; 0:16; 0:0) 

MVP meczu: Bernard Wiązania (skrzydłowy Kraków Kings)

 

Jakub Kaczmarek
kaczmarek.jak94@gmail.com
Biuro Prasowe PLFA