Nadal żadna z drużyn z grupy A nie straciła punktów w starciu ze zdecydowanie niżej notowanym rywalem. Sytuacji tej nie potrafiły zmienić Wilki Łódzkie, które uległy dziś w Tychach tamtejszym Falcons aż 0:50.

Łodzianie zaczęli obiecująco, od sacka na rozgrywającym gospodarzy autorstwa Wiktora Zatona i Michała Bętkowskiego. Były to jednak miłe złego początki, bowiem już po chwili Terrence Shambry oddał piłkę w ręce Radosława Rintza, a ten zameldował się w polu punktowym Wilków. Ten sam gracz próbował podwyższenia za dwa punkty, co nie przyniosło zamierzonego skutku. Najsłabsza ekipa grupy C próbowała dzisiaj dwóch zawodników na pozycji rozgrywającego, jednak twarda defensywa Sokołów nie dawała im dużego pola do popisu. Sack udało się zanotować Mateuszowi Turalskiemu. W pierwszej kwarcie agresywna obrona Falcons ponownie dała się we znaki quarterbackowi gości. Potężny cios Kacpra Kosiorowskiego spowodował fumble, piłkę przejął Dawid Majewski i wbiegł z nią w endzone przyjezdnych. Tym razem podjęto próbę podwyższania za jedno “oczko”, co udało się Krzysztofowi Richterowi. Nie minęło wiele czasu, a około 30-jardowe podanie Shambry’ego znalazło się w rękach Grzegorza Dominika, który również mógł cieszyć się ze zdobytego przyłożenia. Błysnęła dzisiaj również formacja specjalna Falcons, która zdołała przejąć piłkę po kickoffie, czego efektem niewiele później był drugi dzisiejszego dnia touchdown Radosława Rintza, tym razem po akcji podaniowej. Niewiele brakowało, byćmy w Tychach byli świadkami “mercy rule” już w pierwszej kwarcie. Ostatecznie zakończyła się ona jednak rezultatem 34:0, ponieważ jeszcze przed zmianą stron pick six popisał się Marcin Osumek, a po raz trzeci kopnięciem podwyższył Richter. Druga kwarta rozpoczęła się od kolejnego sacka na rozgrywającym z Łodzi. Trzecie przyłożenie zdołał zaliczyć Radosław Rintz, a dzięki dwupunktowemu podwyższeniu Arkadiusza Kanickiego, tyszanie zeszli na przerwę z prowadzeniem 42:0.

Drugie 24 minuty gry nie były już takie intensywne, również z powodu braku zatrzymywania czasu. W trzeciej kwarcie błędu nie ustrzegł się Terrence Shambry. Jego dalekie podanie przechwycił bowiem jego rodak, grający w przeciwnym zespole – Hunter Glenn. Amerykański rozgrywający gospodarzy efektownie zrehabilitował się jednak w ostatniej odsłonie tego spotkania. Jego ponad 60-jardowy bieg dał Falcons kolejne przyłożenie, a dwupunktowa konwersja autorstwa Arkadiusza Kanickiego ustaliła końcowy wynik na 50:0 dla gospodarzy. Wilki miały jeszcze świetną okazję na historyczne punkty przeciwko drużynie z grupy A. Systematycznie zbliżali się do pola punktowego Sokołów, lecz w kluczowym momencie tyszan uratował Luis Rosado, który powalając na ziemię rozgrywającego łodzian zakończył to spotkanie.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA
www.ligafa.pl