Tychy Falcons wciąż czekają na pierwsze zwycięstwo przeciwko ekipie z grupy A. Sokoły okazję ku temu miały przed własną publicznością, mierząc się z Seahawks Gdynia, jednak wicemistrzowie Polski okazali się za silni, wygrywając po zaciętej walce 37:28.

Dość niespodziewanie jako pierwsi przyłożenie zdobyli gospodarze. W polu punktowym po efektownej akcji zameldował się Grzegorz Dominik i po podwyższeniu za jeden punkt tyszanie prowadzili 7:0, co mogło zwiastować zacięty pojedynek. Jastrzębie odpowiedziały dopiero po zmianie stron. Twarda obrona Seahawks, w której po raz kolejny błyszczał Arkadiusz Cieślok sprawiała wiele problemów i niezwykle doświadczony defensywny liniowy przyjezdnych skorzystał z fumble Sokołów, przechwytując piłkę. Już po chwili podopieczni Macieja Cetnerowskiego doprowadzili do remisu za sprawą przyłożenia Jakuba Mazana, podwyższonego przez Przemysława Portalskiego. W defensywie gości w drugiej kwarcie błysnął także Kacper Rokiciński, który podobnie jak Cieślok, przejął piłkę zgubioną przez rywali. Końcówka pierwszej połowy należała bez dwóch zdań do Jana Domagały. To po jego akcji biegowej Seahawks udało się wyjść wreszcie na prowadzenie, podwyższone przez Portalskiego. Falcons mieli spore problemy w ataku, z czego skorzystał James Gales, notując interception po podaniu Terrence’a Shambry’ego. Nie minęło wiele czasu, a po solowym biegu Josepha Bradleya kibice oglądali kolejny touchdown. Sędziowie jednak dopatrzyli się przewinienia po stronie gdynian i nie mogli dodać do konta ekipy z Trójmiasta sześciu punktów. Przy drugim dzisiejszego dnia udanym biegu na przyłożenie Jana Domagały arbitrzy nie mieli już jednak żadnych zastrzeżeń i wicemistrzowie Polski powiększyli swoją przewagę do stanu 20:7. Tym razem kopnięcie Przemysława Portalskiego okazało się nieudane i wynik do przerwy nie uległ już zmianie.

Falcons od początku trzeciej kwarty ruszyli do odrabiania strat. Przybliżali się do pola punktowego gości i gdy byli już od niego na około 6 jardów, akcja biegowa Radosława Rintza dała im drugie dzisiejszego dnia przyłożenie, podwyższone przez Krzysztofa Richtera. Radość tyskich kibiców nie trwała długo, ponieważ kilka minut później Joseph Bradley wypatrzył Pawła Fabicha, a ten powiększył przewagę Jastrzębi, która dzięki celnemu kopnięciu Przemysława Portalskiego wynosiła wówczas 27:14. Gospodarze nie dali jednak za wygraną. Arkadiusz Kanicki sprawiał dzisiaj gdyńskiej defensywie sporo problemów i w trzeciej kwarcie udało mu się przedostać wreszcie do pola punktowego. Podobnie jak w przypadku Seahawks, tak i po stronie Falcons, podwyższenie za jeden punkt po trzecim touchdownie nie przyniosło skutku i strata Sokołów wynosiła siedem “oczek”. Czwarta kwarta rozpoczęła się od kopnięcia z pola Przemysława Portalskiego, dzięki czemu tyszanom do odrobienia strat nie wystarczyłoby jedno przyłożenie. Gospodarzom udało się przebić w endzone, a także podwyższyć za dwa punkty, jednak oznaczało to rezultat 28:30, a więc Seahawks wciąż byli na uprzywilejowanej pozycji. Spokój w ekipie przyjezdnych dał touchdown Pawła Henicza i podwyższenie Przemysława Portalskiego, które znacznie powiększyły przewagę Jastrzębi i jak się później okazało, ustaliły końcowy rezultat tego spotkania na 28:37

Falcons sezon zasadniczy ligi zakończą 17 czerwca we Wrocławiu, gdzie rozegrają rewanż z Panthers.

 

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

Foto: J’S Photography