Narodziny Tyskich Sokołów…

Drużyna Tychy Falcons powstała z inicjatywy Pawła Chwedczuka oraz Arkadiusza Wojtasika. Pierwszy trening odbył się 13 lipca 2008 roku, wzięło w nim udział 13 osób. Wpis do ewidencji stowarzyszeń został uzyskany 3 kwietnia 2010 roku, niespełna rok po pierwszym treningu.

Pierwszy sparing Tychy Falcons odbył się 7 listopada 2010 roku. Mecz odbył się w Częstochowie z lokalną drużyną Saints. Spotkanie wygrała drużyna Tychy Falcons 14:13.

W 2011 roku zmienił się zarząd, została podjęta decyzja o starcie w Polskiej Lidze Futbolu Amerykańskiego. Pierwszy oficjalny mecz „Sokołów” odbył się 5 czerwca 2011 roku z drużyną Warriors Ruda Śląska. Wojownicy z Rudy pokonali gości 25:10.

PIERWSZY MECZ FUTBOLU AMERYKAŃSKIEGO W TYCHACH

 

20 kwietnia 2011 roku po raz pierwszy w Tychach odbył się mecz futbolu amerykańskiego.

Na boisku przy ul. Andersa 22, naprzeciw siebie stanęły nowo tworzące się drużyny Tychy Falcons oraz Saints Częstochowa. Po niezwykle zaciętym meczu gospodarze spotkania  musieli uznać wyższość gości przyjezdnych, którzy pokonali Tyskie Sokoły wynikiem 12:0. Był to sprawdzian umiejętności przed początkiem lipca, gdzie obie drużyny oficjalnie zadebiutowały w rozgrywkach Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego II.

MISTRZOSTWO PLFA II

W rozegranym w sobotę 6 października finale Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego II (PLFA II) drużyna Tychy Falcons pokonała Tytanów Lublin 42:0. Oba zespoły już wcześniej zapewniły sobie awans do PLFA I.

Faworytem sobotniej konfrontacji byli triumfatorzy Grupy Południowej PLFA II, którzy w sezonie zasadniczym na wyjeździe pokonali tyszan 20:13.

Znakomicie dysponowana w tym sezonie ofensywa Tytanów, swoją jedyną poważną szansę na zdobycie punktów zaprzepaściła już w pierwszej kwarcie. Piłka po próbie kopnięcia z pola w wykonaniu Bartłomieja Trubaja przeleciała jednak minimalnie obok lewego słupa bramki Falcons i na tablicy nadal widniał wynik 0:0. Od tego momentu inicjatywę przejęli goście. Pierwsze punkty meczu zdobył dla Sokołów Mateusz Błazik wykańczając dobry ciąg akcji ofensywnych. Jeszcze przed przerwą Falcons podwyższyli na 12:0 po pierwszym tego dnia przyłożeniu Jakuba Gołosza. Raptem drugi raz w tym sezonie Tytani nie zdobyli punktów w pierwszej połowie.

W drugiej połowie meczu, goście błysnęli w obronie. Po raz podanie rozgrywającego lublinian przechwycili Kamil Duda i Marcin Szawara. To zapewniło ich kolegom z ataku więcej szans na zdobycie punktów. W samej trzeciej kwarcie tyszanie trzykrotnie wnieśli piłkę w pole punktowe rywali przesądzając tym samym o losach meczu. Ostatnie przyłożenie sobotniej potyczki zdobył na początku czwartej kwarty Mateusz Matyjas. Debiut Falcons w play-off zakończył się spektakularnym triumfem. Sokoły znokautowały Tytanów 42:0.

Nagrodę dla najlepszego zawodnika meczu odebrał zdobywca czterech przyłożeń po akcjach biegowych Jakub Gołosz. Co ciekawe w półfinale i finale Sokoły zdobyły łącznie 99 punktów, a we wcześniejszych sześciu meczach sezonu zasadniczego tyszanie uzbierali ich 203.

Bardzo dobry mecz rozegrała cała linia ofensywna Falcons, dzięki której running backowie gości zdobywali jardy i kolejne pierwsze próby. W formacjach specjalnych wyróżnił się Paweł Sołoducha, który w sześciu z siedmiu wykopów posłał piłkę w pole punktowe rywali tym samym nie dając im szans na wykonanie akcji powrotnej.

W szeregach Tytanów na wyróżnienie zasłużył Adrian Jędrzejewski, który wykonał wiele dobrych akcji biegowych i złapał kilka krótkich podań swojego rozgrywającego Andrzeja Jakubca. W obronie solidnie zagrał Daniel Podgajny.

– Jestem niesamowicie szczęśliwy, że tak fantastycznie zagraliśmy w obu najważniejszych meczach sezonu. Szczególne pochwały należą się formacji obrony, która w dwóch ostatnich spotkaniach pozwoliła zdobyć rywalom łącznie jedynie 14 punktów. Można przewrotnie powiedzieć, że dwie porażki, które odnieśliśmy w sezonie zasadniczym zdarzyły się w dobrym momencie. Idealnie wcelowaliśmy z formą w spotkania koronujące rozgrywki. Przed nami bardzo ciężka praca, bo zdajemy sobie sprawę, że zespoły występujące w pierwszej lidze prezentują wysoki poziom – skomentował Wojciech Grzybek, trener Tychy Falcons

– To, że wygrywając półfinał już wcześniej zapewniliśmy sobie awans do PLFA I nie wpłynęło dobrze na moich zawodników. Widać dziś było, że brak nam koncentracji. Przy tak dobrej postawie rywali, szczególnie w obronie i akcjach biegowych, brak skupienia musiał skończyć dotkliwą porażką. – powiedział po meczu Delaine Swenson, trener Tytanów Lublin. – Przed nami rekrutacja, która odbędzie się już 20 października. W tym sezonie byliśmy czarnym koniem rozgrywek. Nikt nie spodziewał się, że pierwszą porażkę poniesiemy dopiero w finale. Chciałbym, aby przyszły sezon wyglądał podobnie, bez dobrego naboru jednak się to nie uda – dodał Swenson.

PÓŁFINAŁ PLFA I – BIAŁYSTOK PO RAZ PIERWSZY

W rozegranym w niedzielę 7 lipca drugim półfinale PLFA I Lowlanders Białystok pokonali na własnym boisku Tychy Falcons 21:14. 

Gdyby sugerować się tylko tabelą PLFA I, to Lowlanders Białystok byliby murowanymi faworytami do zwycięstwa w półfinale. W sezonie zasadniczym drużyna z Podlasia wygrała wszystkie sześć meczów. Sokoły rzutem na taśmę awansowały do play-off po tym jak w rundzie zasadniczej triumfowały w trzech meczach. W decydującym spotkaniu w Gliwicach pokonały tamtejsze Lwy i na półfinał przyszło im pojechać aż do Białegostoku.

Niesieni wspaniałym triumfem sprzed tygodnia tyszanie jako piersi zadali bolesny cios. Długi bieg Grzegorza Dominika poparty precyzyjnym kopnięciem za jeden punkt pozwoliły przyjezdnym prowadzić 7:0 po pierwszej kwarcie.

Bardzo dobra postawa trzeciej linii obrony Sokołów nie pozwoliła Lowlanders rozwinąć dobrze w ostatnich meczach funkcjonującej gry podaniowej. Gospodarze postawili więc na grę dołem. Pierwsze efekty przyniosło to na początku drugiej kwarty, gdy biegiem za sześć punktów popisał się rozgrywający Damian Kołpak. Niedługo później drużyna z Podlasia po raz pierwszy prowadziła, gdy niezawodny Michał Maksimowicz poszedł w ślady swojego quarterbacka. Dzięki dobremu wyborowi zagrywek i właściwej kontroli zegara meczowego tuż przed przerwą goście doprowadzili do remisu. Autorem akcji punktowej był Mateusz Błazik.

W trzeciej kwarcie żadnemu z półfinalistów nie udało się zdobyć punktów. Na początku czwartej oba zespoły próbowały przechylić szansę zwycięstwa na swoją korzyść starając się trafić z pola. Najpierw chybił kopacz tyszan Paweł Sołoducha. Później kicker białostoczan Artur Zalewski.

Na dwie minuty przed końcem meczu, będąc w posiadaniu piłki Falcons popełnili bardzo poważny błąd. Zgubioną futbolówkę przejęli gospodarze i już w swoim pierwszym zagraniu ofensywnym mogli celebrować prowadzenie, gdy drugi raz tego dnia w polu punktowym zameldował się Maksimowicz. Do końca meczu pozostawały mniej niż 2 minuty.

Falcons mieli swoją szansą, ale podanie w czwartej próbie zostało zbite i białostoczanie mogli dograć mecz formacją zwycięstwa.

– Spodziewaliśmy się ciężkiego starcia i takim był mecz z Falcons. Zdawaliśmy sobie sprawę, że Grupa Zachodnia jest dużo silniejsza niż tak, w której wygraliśmy. Tyszanie bardzo dobrze radzili sobie w akcjach biegowych. My niestety popełnialiśmy zbyt wiele błędów. Na szczęście udało nam się wygrać przed własną publicznością i teraz czekają nas intensywne przygotowania do starcia z Husarią – skomentował Rafał Bierć, prezes Lowlanders.

– Mecz był bardzo wyrównany. Na pewno mógł się podobać widzom. Niestety w drugiej połowie nie funkcjonował nasz atak. Obrona stawała na wysokości zadania. Niestety błąd w końcówce dał Lowlanders wyborną okazję do przechylenia szali na swoją korzyść. Białostoczanie skrzętnie to wykorzystali – skomentował Wojciech Grzybek trener Tychy Falcons. – Dzisiaj usłyszałem, że jakby ktoś powiedział, że przegramy w półfinale jednym przyłożeniem to wzięlibyśmy taki wynik w ciemno. Myślę, że to był dobry rok. Mimo wielu kontuzji i zawirowań harmonogramowych związanych z przedłużającą się zimą z meczu na mecz graliśmy coraz lepiej – dodał Grzybek.

W ataku Lowlanders wyróżnili się running back Michał  Maksimowicz i liniowy Adam Matowicki. Obroną skutecznie kierowali linebacker Tomasz Filipiuk oraz defensive back Tomasz Żukowski.

Filarami ofensywy Falcons byli running backowie Grzegorz Dominik, Jakub Gołosz i Mateusz Błazik. W obronie brylował Kamil Duda, który świetnie krył w polu.

Dla Sokołów był to ostatni mecz w sezonie. Z bilansem 3-3 debiutant ze Śląska awansował do półfinału rozgrywek pierwszoligowych.

PÓŁFINAŁ PLFA I – BIAŁYSTOK PO RAZ DRUGI

W rozegranym, w sobotę 26 lipca, meczu półfinałowym PLFA I Lowlanders Białystok pokonali Tychy Falcons 49:6.

Stawką sobotniego meczu był nie tylko awans do spotkania o mistrzostwo PLFA I. Walka toczyła się też o promocję do najwyższej klasy rozgrywkowej futbolu amerykańskiego w Polsce. Białostoczanie temu celowi podporządkowali boiskowe i pozaboiskowe przygotowania do sezonu.

Od początku spotkania oba zespoły popisywały się dobrymi biegami. Jako pierwsi punkty zdobyli gospodarze po biegu Amerykanina Michael Campany. Odpowiedź Sokołów była natychmiastowa. Sześć punktów po akcji dołem celebrował niezawodny Mateusz Błazik. Od tego momentu już tylko znakomicie tego dnia dysponowana ofensywa białostoczan potrafiła znaleźć drogę do pola punktowego rywali. Jeszcze przed przerwą aż trzy razy uczynił to Tomasz Zubrycki. Raz zadanie ofensywne perfekcyjnie wykonał Michael Campana. Ostatni z touchdownów Zubryckiego został zdobyty dzięki świetnej akcji w formacji specjalnej. Było to już czwarte przyłożenie tego typu uzyskane przez Zubryckiego w tegorocznych dziewięciu meczach zespołu z Podlasia. Na przerwę gospodarze schodzili z bardzo bezpiecznym, 29-punktowym prowadzeniem.

Podobnie jak w drugiej kwarcie, w dwóch ostatnich odsłonach przewaga Ludzi z nizin była bezapelacyjna. Ostatnie akcje punktowe wykonali Damian Kołpak po biegu i znakomicie tego dnia dysponowany Bartosz Głowacki po podaniu. Dziewiąta wygrana Lowlanders w tegorocznych rozgrywkach stała się faktem. Spotkanie zakończyło się triumfem gospodarzy w stosunku 49:6.

– Po dobrym początku Falcons myśleliśmy, że będziemy grali z nimi „touchdown za touchdown”. W pierwszej połowie nie potrafiliśmy znaleźć sposobu na ich grę biegową przez środek. W drugiej kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń. Nasz atak zagrał dzisiaj rewelacyjnie. Z celebracją czekaliśmy do ostatniego gwizdka, chociaż już w czwartej kwarcie było jasne, że nie tyszanie nie będą nam w stanie zabrać zwycięstwa.  – powiedział Rafał Bierć, prezes Lowlanders Białystok.

Dla Falcons był to ostatni mecz w tegorocznych rozgrywkach. Tyszanie zakończyli rundę zasadniczą z bilansem 5-3.

PÓŁFINAŁ PLFA I – JASTRZĘBIE NAD SOKOŁAMI

W rozegranym w sobotę 4 lipca pierwszym półfinale PLFA I drużyna Seahawks Sopot pokonała Tychy Falcons 27:16.

Już pierwsza seria ataku przyniosła gospodarzom przyłożenie. Krótkie podanie Kanadyjczyka Luke’a Zetazate wykorzystał Amerykanin Gabriel Chambers. W pierwszej kwarcie rozgrywanego w 30-stopniowym upale meczu Sokoły nie były w stanie sforsować formacji obrony gospodarzy. Gdy na początku punkty po podaniu zdobył Michał Jarocki, szkoleniowcy sopocian zdecydowali się na próbę podwyższenia za dwa punkty. Niezawodny Chambers powiększył prowadzenie zespołu z Pomorza do 14 punktów.

Sygnał do kontrataku dał wszechstronny Mateusz Błazik, który popisał się najdłuższym biegiem punktowym tego spotkani. Na dokładkę dwa punkty dorzucił Jakub Gołosz i Jastrzębie prowadziły już tylko 6 oczkami. Końcówka pierwszej połowy należała jednak do gospodarzy. Efektowny touchdown w ataku Chambersa i w defensywie Petera Plesy pozwoliły sopocianom powiększyć prowadzenie do trzech posiadań piłki.

Na początku trzeciej kwarty doszło do niespodziewanego zwrotu wydarzeń. Goście popisali się bardzo długą serią ofensywną, która najeżona była akcjami biegowymi. Celem podopiecznym trenera Wojciecha Grzybka było nie tylko zniwelowanie różnicy, ale także wymęczenie formacji obrony. Oba te zadania tyski atak wykonał znakomicie. Jedynym minusem tej taktyki było to, że ciąg zagrań Falcons wykorzystał cały czas przeznaczony na trzecią kwartę. Drugie przyłożenie tego dnia w wykonaniu Mateusza Błazika, po którym Grzegorz Dominik podwyższył za dwa pozwoliły Sokołom przegrywać już tylko 11 punktami.

W czwartej kwarcie żadnej z drużyn nie udało się już zdobyć punktów. Przechwyt sopocianina Krystiana Trubisza w końcówce meczu przypieczętował zwycięstwo Jastrzębi. Tym samym sopocianom udała się nie lada sztuka, bo w swoim pierwszym sezonie w PLFA I awansowali do finału, ale też wygrali wszystkie 9 dotychczasowych spotkań.

– Wykonaliśmy plan w pierwszej połowie. Schodziliśmy na przerwę bezpieczenie prowadząc. Trzecią kwartę wypełniła niesamowicie długa seria ofensywna Falcons. Kilkanaście biegów wykończyło naszą defensywę. Tyszanie zakończyli ten drive przyłożeniem. My już później nie byliśmy w stanie zdobyć punktów, ale utrzymaliśmy korzystny rezultat do ostatniego gwizdka. Przechwyt Krystiana Trubisza w końcówce pogrzebał ich szanse na zwycięstwo. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że jako beniaminek zagramy w finale PLFA I. Teraz koncentrujemy się na meczu, który już za dwa tygodnie rozegramy przed własną publicznością – powiedział Michał Radelicki, prezes Seahawks Sopot.

– Przespaliśmy pierwszą połowę. Później to my dyktowaliśmy warunki. Niestety druga kwarta, w której straciliśmy aż 21 punktów była nie do zniwelowania, szczególnie w tak okropnym upale. W ostatnich dwóch kwartach nasza obrona grała prawie perfekcyjnie. Atak był w stanie zdobyć tylko jedno przyłożenie. Trzeci raz przegraliśmy w play-offach z czarno-żółtymi – w 2013 i 2014 z Lowlanders Białystok, a teraz z Seahawks Sopot. Trzecia batalia z rzędu, która kończy się dopiero na półfinale musi uznana za udaną. Naszym obowiązkowym celem w przyszłym roku jest awans do finału. Żadne inne rozstrzygnięcie nas nie ustatysfakcjonuje – skomentował Jacek Kozub, wiceprezes Tychy Falcons.

Najlepszymi zawodnikami w ataku gospodarzy byli running back Gabriel Chambers i tight end Michał Jarocki. W obronie brylowali występujący na skraju linii Arkadiusz Trojanowski i cornerback Krystian Trubisz.

Największy wpływ na jakość ataku tyszan miał zdobywca dwóch przyłożeń Mateusz Błazik. W tegorocznych 9 spotkaniach zawodnik ten zdobył łącznie 16 przyłożeń po akcjach biegowych. Dobrze prezentował się dzisiaj skrzydłowy i returner Patryk Kania. Filarami obrony tyszan, która w drugiej połowie nie pozwoliła rywalom zdobyć punktów byli linebackerzy Kacper Kurcius i Krzysztof Porchowski.

Dla Falcons był to ostatni mecz w tym sezonie. W rundzie zasadniczej tyszanie wygrali 6 z 8 meczów i awansowali do półfinału z drugiego miejsca w Grupie Południowej.

TOPLIGA DLA MISTRZOWSKICH SOKOŁÓW – SEZON PERFEKCYJNY

W rozegranym w niedzielę 23 lipca finale PLFA I drużyna Tychy Falcons pokonała Wrocław Outlaws 54:21. Tym samym zespół ze Śląska zapewnił sobie awans do Topligi.

Dwóch godnych siebie rywali spotkało się w pierwszoligowym finale. Niepokonani zwycięzcy południa, Tychy Falcons, a także dominujący na północy Wrocław Outlaws. Za sprawą lepszego bilansu przywilej własnego boiska zapewniły sobie Sokoły i to one zrobiły wszystko, aby sobotnie popołudnie było prawdziwym świętem futbolu dla licznie zgromadzonej publiczności. Banici nie byli stawiani w roli faworytów, ale drużyna znana z silnego charakteru nie zamierzała poddać się bez walki, choć mecz długimi momentami nie układał się po jej myśli.

Już pierwsza seria ofensywna przyniosła błyskawiczne prowadzenie Falcons. Atak zakończony precyzyjnym podaniem Keitha Raya do Grzegorza Dominika dał jasny znak, że rekordowe Sokoły nie zamierzają zwalniać tempa. Banici odpowiedzieli konsekwentną ofensywą, która przesuwała się po boisku bez większego respektu przed rywalem. Nie udało się zdobyć przyłożenia, ale skuteczne kopnięcie z pola w wykonaniu Kamila Gorzki bardzo zmotywowało gości. Outlaws nie dopuścili rywali do gry w ataku i po odzyskaniu krótkiego kopnięcia rozpoczęli kolejną serię ofensywną. Zaskoczone Sokoły dały sobie wbić przyłożenie po podaniu Mariusza Góreckiego do Jarosława Stopczyńskiego i oddały przeciwnikowi prowadzenie po raz pierwszy w meczu. Dwie z rzędu punktowe serie Banitów podziałały na gospodarzy pobudzająco. W końcówce pierwszej kwarty po raz pierwszy „wystrzelił” Jacek Wróblewski zamieniając na touchdown krótkie podanie Keitha Ray’a.

Drugą kwartę znakomicie rozpoczęli Outlaws serwując Sokołom smakowitą bombę. Długie, blisko 50-jardowe podanie do Tomasza Soski posłał Mariusz Górecki i prowadzenie po raz kolejny przeszło w ręce wrocławian. W tym momencie zaczęły się jednak poważne problemy Outlaws. Falcons, jak to mają w zwyczaju, nie przestali punktować, a zacieśnili defensywę, która coraz skuteczniej zatrzymywała przeciwników. Do przerwy gospodarze meldowali się w polu punktowym trzykrotnie nie pozwalając Banitom na odpowiedź. 17-punktowe prowadzenie Sokołów zostało stworzone za sprawą biegu Daniela Kulawiaka, wspaniałej akcji powrotnej po odkopnięciu w wykonaniu LaParisha Lewisa, a także Łukasza Szelongiewicza wykorzystującego kolejne precyzyjne dogranie Ray’a.

Pomimo niekorzystnego obrotu sytuacji, po zmianie stron kolejny zryw zaprezentowali Banici. Długa urozmaicona seria ofensywna zakończyła się krótkim biegiem Mariusza Góreckiego, który dał, jak się miało okazać, ostatnie finałowe punkty dla Outlaws. Krzysztof Wydrowski próbował zaskoczyć rywali sporym wachlarzem bardzo różnorodnych ustawień w ofensywie, ale Sokoły poczuły już smak zbliżającej się wygranej. Podobnie jak w meczu półfinałowym zarówno obrona, jak i atak zwiększały intensywność i wskoczyły na najwyższe obroty nie pozostawiając przeciwnikowi złudzeń. Dwukrotnie punktował rozgrywający świetne spotkanie Jacek Wróblewski, a jedno przyłożenie dołożył Paweł Szepiszczak. Wynik spotkania ustaliła ciekawa akcja podczas dwupunktowego podwyższenia. Po mocnym biegu Mateusza Błazika piłka znalazła się w rękach ofensywnego liniowego Adriana Gabrysia. Ten nie zastanawiając się długo wykorzystał prezent i zdobył swoje pierwsze ligowe punkty w karierze. Wysokie zwycięstwo Falcons stało się faktem, a Sokoły mogły rozpocząć mistrzowską celebrację.

– Wrocław zaprezentował dzisiaj kawał dobrego futbolu, a my pomimo nieco słabszego początku rozkręcaliśmy się z minuty na minutę. Każdy dawał z siebie wszystko i każdy zasługuje na wielką pochwałę. Wygraliśmy jako drużyna. Podobnie jak Lowlanders będziemy chcieli zaskoczyć całą Polskę. Myślę, że mamy na to spore szanse – powiedział Aksel Kocyła, ofensywny liniowy Falcons.

– Falcons są drużyną kompletną. Ich ofensywa nie ma sobie równych na poziomie PLFA I, a na wielkie słowa uznania zasługuje ustawiający ją Michał Kołek. Krąży opinia, że Falcons to tylko obcokrajowcy. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Wielu ludzi w ich składzie to gracze wybitni, a polski fundament prezentuje się świetnie. To najwyższa porażka w naszej krótkiej historii, ale na pewno nas to nie załamuje. Będziemy dalej dążyć do tego by radzić sobie z najlepszymi – powiedział Mateusz Guber, ofensywny liniowy Wrocław Outlaws.

Tytuł MVP spotkania nieprzypadkowo trafił w ręce Jacka Wróblewskiego. Biegacz będący wychowankiem Saints Częstochowa punktował niemal za każdym razem kiedy dostawał piłkę w ręce i był wielką siłą napędzającą ofensywę Falcons. Na słowa uznania zasługuje Keith Ray, który tym razem podał na cztery przyłożenia i przekroczył tym samym barierę 50 touchdownów zdobytych w sezonie. Paweł Szepiszczak, wraz z Grzegorzem Dominikiem i Łukaszem Szelongiewiczem świetnie prezentowali się na skrzydłach, a w defensywie brylowali liniowi Arkadiusz Kanicki, Michał Bury i Krzysztof Richter oraz linebacker Jacek Kozub.

Wśród gości dobre zawody rozegrał Jarosław Stopczyński, a także Tomasz Soska skutecznie łapiący podania Mariusza Góreckiego. W defensywie szczególnie w początkowej fazie meczu wyróżniał się Tomasz Markiewicz, a kolejną dobrą partię rozegrał Dawid Jędrasik.

Po zakończeniu spotkania bardzo sympatyczny gest względem zwycięzców uczynili gracze Outlaws, którzy stworzyli szpaler dla odbierających złote medale Falcons.

Sokoły kończą perfekcyjne rozgrywki z rekordową średnią punktów zdobywanych w ofensywie.  Atak wrzucający rywalom 59,9 punktu w każdym z meczów na stałe wpisze się w annałach Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego.

RUNDA DZIKICH KART – THRILLER W STOLICY

W rozegranym w niedzielę 28 maja meczu w ramach rundy dzikich kart Topligi Warsaw Eagles pokonali Tychy Falcons 24:22. Tym samym Sokoły tracą szansę na półfinał w debiucie Topligi.

Do Warszawy tyszanie przyjechali pomni porażki 20:42, którą odnieśli z Orłami w swoim pierwszym meczu w Toplidze. O ile 25 marca większą część spotkania Falcons grali bez rozgrywającego Shane’a Truelove’a, to tym razem w stolicy stawili się z będącym w pełni sił Amerykaninem. Pierwszy cios goście zadali już po podaniu, które punktowo spożytkował Zbigniew Szrejber.

Na początku drugiej kwarty Orły wyrównały, gdy krótkie podanie reprezentacyjnego rozgrywającego Karola Żaka wykorzystał Krzysztof Stojak. Niedługo później rozgrywający warszawian sam wbiegł w pole punktowe ambitnych rywali i było 14:7 dla najstarszej drużyny futbolu amerykańskiego w Polsce. Sokoły i tym razem nie zamierzały być dłużne. Tym razem punktował wszechstronny Grzegorz Dominik. To oznaczało trzeci remis w pojedynku, który miał przedłużyć nadzieje na mistrzostwo jednej z ekip.

Warszawskie Orły zeszły na przerwę w dobrych nastrojach, bo w akcji następującej po podwyższeniu po przyłożeniu Dominika fantastyczną akcję powrotną przez ponad dwie trzecie długości boiska wykonał Darian Lindsey.

W drugiej połowie główne role odgrywali defensorzy obu zespołów. Tyszanom udało się jednak znaleźć drogę do szczelnie bronionego przez Eagles pola punktowego. Autorem przyłożenia był Grzegorz Dominik. Gdy wydawało się, że na tablicy wyników po raz czwarty pojawi się ta sama liczba punktów dla każdej z drużyn Sokoły zdecydowały się na ryzykowny manewr. Przy próbie podwyższenia za jeden, niespodziewanie dla warszaw, nie doszło do kopnięcia, a piłkę do Dominika precyzyjnie podał skrzydłowy Tomasz Nowak. Udane zagranie przyniosło tyszanom dwa oczka i jednopunktowe prowadzenie.

Gdy wydawało się, że dość niespodziewanie, ale zasłużenie dziką kartę pojedzie do Tychów, decydujący cios zadały Orły. Kilkudziesięciojardowa seria na którą złożyły się biegi Żaka i znakomity chwyt z głębi pola w wykonaniu wychowanka klubu Aleksanda Kawiarowskiego nie przyniosła warszawianom upragnionego przyłożenia. Dała jednak w czwartej próbie, na raptem 30 sekund przed końcem spotkania, szansę Piotrowi Pamulakowi na wykonanie zwycięskiego kopnięcia. Gracz ten, który kilka tygodni temu na pozycji place kickera zastąpił Marcina Łojewskiego, przed decydującym zagraniem trzy razy skutecznie podwyższył za jeden. Tym razem też nie chybił i Eagles wyszli na dwupunktowe prowadzenie, które dowieźli do końcowego gwizdka.

– W końcówce meczu nasza defensywa pozwoliła atakowi wrócić na boisko, a co za tym idzie uczyniła comeback możliwym. Do ostatniej akcji meczu zachowaliśmy zimną krew, a kropkę na i postawił Piotr Pamulak, który na pozycji kopacza w pierwszym składzie wystąpił dopiero trzeci raz. Wola walki Falcons zasługuje na uznanie. W drugiej połowie byli zmotywowani bardziej od nas, ale udało nam się odzyskać prowadzenie i wygrać. Przez chwilę będziemy cieszyć się dzisiejszą wygraną, ale już za kilkanaście godzin rozpoczniemy przygotowania do trudnej batalii z Panterami – powiedział Marek Włodarczyk, prezes Warsaw Eagles.

– W czwartej kwarcie była walka totalna. Zarówno my, jak i Eagles mieliśmy problemy w ataku, ale to mniej błędów indywidualnych Orłów zdecydowało o ich zwycięstwie. Debiutancki sezon w Toplidze zaczęliśmy pechowo, bo od kontuzji naszego amerykańskiego rozgrywającego. Dużo nauczyliśmy się w tym roku. W PLFA I nie byliśmy przyzwyczajeni do porażek. O szczebel wyżej o zwycięstwa było dużo trudniej, ale też przynosiły większą satysfakcję. W przyszłym sezonie wrócimy mocniejsi poszerzając skład o kolejnych zawodników ze Śląska, bo nasz region zasługuje na mocną drużynę w najwyższej klasie rozgrywkowej – skomentował Jacek Kozub, wiceprezes Tychy Falcons.

Najlepszym zawodnikiem meczu był rozgrywający Eagles Karol Żak, który w decydujących momentach nie stracił rezonu. Zarówno biegami, jak i podaniami przynosił swojej drużynie pokaźne zdobycze jardowe. Bardzo dobrze w formacjach specjalnych zaprezentował się autor zwycięskiego kopnięcia Piotr Pamulak. W obronie brylowali Konrad Paszkiewicz, Antoni Omondi i Darian Lindsey.

W ataku gości pierwsze skrzypce grał skrzydłowy Zbigniew Szrejber. Wtórował mu Grzegorz Domnik, który bardzo dobrze zaprezentował się też w formacjach specjalnych. Filarem defensywy był Tomasz Urban.

Dla Sokołów był to ostatni mecz w ich debiutanckim sezonie w najwyższej klasie rozgrywkowej.